O autorze
Doktor filologii włoskiej, właściciel i twórca slonecznawinnica.pl. Miłośnik opery i literatury włoskiej. Od wielu lat próbuje znudzić się Rzymem. Jak dotąd bez skutku.

Wizyta w winiarni vol. 2

Wracamy do naszego sprzedawcy. Ostatni wybór okazał się wyborem trafnym, więc pełni optymizmu i wspomnień dotyczących smaków i aromatów, które miały być w kieliszku i rzeczywiście się tam znalazły, chcemy powtórkę z rozrywki. Albo inną rozrywkę. Do końca nie jesteśmy jeszcze zdecydowani, a nasza decyzja zależy właściwie od stopnia natężenia perswazji naszego, znanego już, doradcy winiarskiego czy, mówiąc prościej, grubości kreski, jaką podkreśli on swoje własne słowa. Mówiąc prościej, mówiąc prościej – powtarzamy te dwa słowa w myślach i znajdujemy tu pole do rozważań.


Aby język giętki...



Czy o winie można mówić prosto czy potrzebna jest quasi-poetycka otoczka słowna? Cóż, większość opisów win to większy lub mniejszy zbiór nadużyć semantycznych. Zdajemy sobie z tego sprawę, ale dajemy się mamić, bo nadzieja umiera ostatnia. Nadzieja, że nasz nos i kubki smakowe potwierdzą opowieści z tysiąca i jednej nocy, które zawarł w opisie wina producent. Problem jest jednak bardziej złożony i każdy patrzy na niego z własnej perspektywy. Konsumenci, chcąc wyciągnąć z krótkiej notki jak najwięcej konkretów, winiarze, chcąc jak najlepiej wyeksponować zalety wina w kilku zdaniach. Spróbujmy podejść więc do zagadnienia z empatią dla drugiej strony barykady.

Papier wszystko przyjmie

Cóż ma bowiem napisać na kontretykiecie winiarz, któremu, mówiąc bez eufemizmów, nie wyszło. Wino trzeba przecież zabutelkować i próbować sprzedać. Nasz winiarz ma przecież rodzinę, zobowiązania no i chciałby zamienić też wysłużoną Alfa Romeo na nowy model. Ano, w przypadku win czerwonych podkreśla uniwersalność zastosowania trunku o bukiecie bogatym w nuty bliżej niesprecyzowanych owoców, które pasować ma do czerwonego mięsa. W przypadku win białych opis wina zastępuje nam opis stopnia orzeźwienia, jaki osiągniemy po organoleptycznym kontakcie z owym winem. Jest to przypadek, w którym za okrągłymi słowami czai się dość płaskie wino o dość wyraźnej nucie alkoholowej. Żaden producent nie napisze też o swoim winie, że jest umiarkowanie aromatyczne czy o średniej koncentracji. Jedyny znany winiarzom stopień przymiotnika, to stopień najwyższy – superlative, a więc w samych superlatywach, a nuż zadziała efekt placebo. Z drugiej strony spotykamy także wina wybitne, do opisów których brakuje słów, a język próbuje w mniej lub bardziej adekwatny sposób oddać naszą interpretację wrażeń zmysłowych. Jak się w tym poruszać? Komu wierzyć? Na szczęście mamy doradcę! Jego zadaniem jest dekodowanie komunikatów winiarzy i obrona naszych kubków smakowych przed rozczarowaniami.



Rewizyta

Cóż, porzucamy na chwilę rozmyślania z zakresu semantyki wina, obiecując sobie powrócić do nich niebawem i przekraczamy próg winiarni. Jest i nasz doradca. Na jego twarzy maluje się uśmiech i nieukrywana satysfakcja. Wróciliśmy, więc nasz doradca ma świadomość, że jego propozycje musiały spotkać się naszymi oczekiwaniami i stąd chęć rewizyty. Pyta nas więc o wrażenia i poziom satysfakcji. Doświadczenie życiowe podpowiada nam, że na ludzi lepiej działa marchewka niż kij. Chwalimy, tym razem zgodnie z prawdą, jego propozycje i dodajemy, że liczymy na podobnie miłe zaskoczenie i tym razem. Sugerujemy przy tym chęć poznania nowych win. To kolejna wskazówka, jaką dajemy. Chęć eksploracji, wykraczania poza to, co znane i godzenie się na związane z tym ryzyko staje się w jego oczach naszą domeną. Wie, że musi się postarać. Odczuwa lęk przed oddaleniem się zbyt daleko od klimatu, który stworzył swoimi ostatnimi propozycjami, ale także nie może pozostać im zbyt bliski i musi odsunąć od siebie pokusę autoplagiatu.

Języki obce są nam obce

Stawia więc na tę samą odmianę, ale inny region winiarski, aby pokazać jaki wpływ na wino ma - groźnie brzmiące słowo - terroir. Terroir jak całkiem spora część trudnych do wymówienia dla mieszkańca mazowieckiej równiny wyrazów pochodzi z języka francuskiego. Cóż to takiego? Jest to splot glebowych i klimatycznych warunków, które sprawiają, że francuski cabernet sauvignon będzie różnił się diametralnie od chilijskiego cabernet sauvignon. Koncepcja naszego doradcy wydaje się słuszna. Przystajemy na nią.

Eksperyment czas zacząć

Wiemy już, że wszystko zaczyna się w winnicy i bez dobrych owoców nie będzie dobrego wina, natomiast ciekawi nas coraz bardziej jak różne efekty może dać uprawa winorośli w odmiennych warunkach glebowych i klimatycznych i jakie skutki będzie to miało dla powstałego z nich wina. Pełni entuzjazmu młodego naukowca decydujemy się na zakup win z wypróbowanego już szczepu, ale z różnych regionów winiarskich i urządzenie małej, prywatnej degustacji porównawczej. Do zobaczenia, drogi doradco!
Trwa ładowanie komentarzy...